Miłość lekko na przekór

Bardzo lubię francuskie kino. Ma w sobie lekkość – czasem formy, czasem przekazu. Przeważnie nie jest nadęte, a często porusza bardzo aktualne tematy – czy to społeczne, czy polityczne. Na francuski film „20 ans d’écart” (kulawo i rubasznie przetłumaczono tytuł na “Miłość po francusku”) trafiłam przypadkiem, ale nie przypadkiem go Wam polecam, jeśli szukacie przyjemnej, może nie przełomowej, ale ciekawej historii na letni wieczór. Do obejrzenia samemu albo w miłym towarzystwie.

Reklama

Alice ma 38 lat, pasjonującą ją pracę w magazynie dla kobiet, córkę po małżeństwie zakończonym rozwodem i mało tego, co nazywa się życie prywatne. Ale tak lubi żyć i chciałaby taki tryb ukoronować awansem, na który ma widoki. Tymczasem mniej oficjalną drogą dociera do niej informacja, że jest postrzegana w swoim zawodowym środowisku jako sztywniara, kobieta bez polotu, zasadnicza nawet bardziej niż spodziewać się można po jej wieku i pozycji.

Światek mody chce bowiem koloru, małego szaleństwa, zachowań niestandardowych. A łączy się to w życiu Alice z poznaniem przypadkowo 20-letniego Balthazara, studenta architektury. Kobieta podejmuje decyzję: chcą szaleństwa? Chcą, żeby rozpuściła włosy i straciła grunt pod nogami? Bardzo proszę. Romans z młodszym mężczyzną: czas – start.

Umówmy się, ten film nie jest ani odkrywczy ani przełomowy. Porusza w lekki, ale wyraźny sposób kwestię stereotypu: romans starszego mężczyzny z dwukrotnie młodszą kobietą jest czymś praktycznie normalnym, niemal już niezauważalnym i nie komentowanym. Ale romans 38-latki z 20-latkiem? Szok i niedowierzanie!

Dlatego cieszę się, że taki temat mam w wersji francuskiej. Jakkolwiek jestem zdania, że polskie kino ma się dobrze, to jednak polskie komedie romantyczne w swojej formie i przekazie są w powijakach i daleko im do wyważenia i naturalnego humoru kina Francuzów. Polecam Wam bardzo ten film – zabawkę, może i błahostkę, nie zaskakujący ale przyjemny. A dodatkowo widok Virginie Efira to przyjemność dla oczu i zawsze radość z podziwiania jej gry.

Marta Nienartowicz

Więcej recenzji  naszej autorki znajdziecie TUTAJ.

Reklama