Ośmiornica w beskidzkich lasach? Nie, to okratek!

W czasie spaceru szlakiem w pobliżu Wysowej Zdroju (Beskid Niski) moją uwagę przykuł czerwony kształt pomiędzy świerkami. Początkowo wzięłam go za śmieci, których nie brakuje (niestety!) w naszych lasach. Bliższa obserwacja nasunęła skojarzenie z rozgwiazdą. Po chwili stało się jasne, że jest to rodzaj grzyba.

W okolicy znajdowało się około dziesięciu egzemplarzy w różnych fazach rozwoju. Najmłodsze wyglądały na szare jajko wyłaniające się z igliwia, starsze ukazywały gwiaździste czerwonawe pęknięcia, dojrzałe prezentowały czerwone „macki” z czarnymi kropkami. Skojarzenie ze smoczym jajem lub oślizgłą ośmiornicą było bardzo silne!

Diabelskie palce!

Krótkie dochodzenie internetowe oraz pomoc pasjonatów grzybów pomogły zidentyfikować „potwora”. Jest to okratek australijski (łac. Clathrus archeri) który po angielsku bywa nazywany „sromotnikiem ośmiornicowatym” (octopus stinkhorn) albo „diabelskimi palcami” (devil’s fingers).

Jest to grzyb z rodziny sromotnikowatych, który trafił do Europy wraz z roślinami lub zwierzętami sprowadzanymi z Australii. Pierwszy raz na naszym kontynencie pojawił się w 1914 roku. Zadziwiająco dobrze radzi sobie w europejskich lasach bogatych w materię organiczną. Nie jest trujący, ale jego obrzydliwy zapach, gorzki smak i groźny wygląd nie zachęcają do konsumpcji!

W roznoszeniu zarodników pomagają mu muchy przyciągane zapachem przypominającym padlinę (czego ja akurat nie poczułam). Choć jest gatunkiem inwazyjnym, nie wydaje się stanowić zagrożenia dla ekosystemów, bo nie wypiera rodzimych gatunków, a jego rozprzestrzenianie nie jest bardzo intensywne. W Polsce obserwowany w około 30 lokalizacjach (źródło: grzyby.pl), zarówno w lasach liściastych, iglastych jak i na łąkach. Jest więc efektowną ciekawostką, niegroźnym i barwnym akcentem, który możemy napotkać w czasie leśnych spacerów.

Karolina Szurek