Niedawno przeczytałem i obejrzałem w WieleLiter tekst o smacznym daniu z bakłażana i innych jarzyn. Do tekstu dołączone było zdjęcie. Widelec leżał przepisowo po lewej stronie, nóż po prawej, a całość wyglądała bardzo apetycznie. O co więc chodzi?
Tu będzie suspens, zawieszenie akcji i ciąg dygresji. Moja pierwszy dłuższy pobyt w Niemczech Zachodnich przypadł na sam koniec epoki, 1989. Mieszkałem blisko mensy (=stołówki) uniwersyteckiej i chciałem tam jadać obiady – dość wczesne, jak na polskie standardy, między drugą a trzecią. Mensa była zamknięta. Po tygodniu powiedziałem do kolegi, Niemca, z pewnym zdziwieniem, że jak to, w kraju słynącym z organizacji stołówka jest zamknięta w porze obiadu? Był równie zdziwiony: „o drugiej? Przecież to już dawno po obiedzie….”. Potem jeździłem wiele razy do Niemiec, również po zjednoczeniu. Do wszystkiego mogłem się przyzwyczaić (w NRD w kawiarniach trudno było o herbatę), ale nie do jedzenia pełnego obiadu w południe.
Co kraj, to obyczaj. Nie lubię egzotyki, ale wiem, że w niektórych krajach Azji herbatę pije się z masłem, a po jedzeniu wypada beknąć. Ale nie musimy szukać inności tak daleko. Ze zdziwieniem zobaczyłem, że Francuzi naprawdę jedzą sery na deser (no tak, ale nawet za moich dorosłych lat w Polsce był ogólny „żółty ser”, w kilku mało różniących się odmianach), że jeżeli madrycka restauracja jest nieczynna o ósmej (=dwudziestej), to nie znaczy, że „już zamknięta”, tylko „jeszcze nie otwarta”, że dla Amerykanie uważają, że pizza to ich narodowa potrawa, a Czesi naprawdę zajadają się bułowatej konsystencji ciastem („knedliczki”) i że celebrują picie piwa tak, jak lordowie angielscy picie herbaty. „To se ne smi, pivo to ne je voda!”, oburzył się miły Zdenek, gdy Elżbieta chciała mu odlać trochę swojego piwa, bo było dla niej za dużo. Niedawno z programu telewizyjnego dowiedziałem się o pewnej potrawie, którą Francuzi jadają o jedenastej (=dwudziestej trzeciej). Tylko raz nabrałem się w hotelu na „śniadanie kontynentalne”. Do szwedzkiego śledzia z mlekiem szybko przywykłem (przecież u nas mamy śledzia w śmietanie, to wszak metafizyczne danie, jak wyjaśniał w piosence Wojciech Młynarski). I tak dalej, i tak dalej.
Z początku dziwiłem się temu wszystkiemu. Dlaczego robią tak dziwnie? Przecież jedyny słuszny model to kanapki na śniadanie (może parówka, może jajecznica), druga kanapka na drugie śniadanie, barszcz (może pomidorowa albo krupnik) i schabowy (a może mielony) z ziemniakami (w Wielkopolsce pyry, w Małopolsce grule, na Orawie rzepa) o trzeciej-czwartej i lekka kolacja o siódmej. Potem zacząłem tolerować inne zwyczaje. Ale w słowie „tolerancja” jest pewne poczucie wyższości. Owszem, róbcie sobie po swojemu, ale Nasze jest jedynie słuszne. Nie dotyczy to wyłącznie zwyczajów kulinarnych.
Dopiero teraz wracam do głównego wątku. Umieszczenie widelca po lewej stronie jest manifestacją naszej orientacji. Mam na myśli przeważającą w społeczeństwie praworęczność. Może w imię tej właśnie tolerancji należało by go umieszczać inaczej, np. u góry talerza. Ale czy ząbkami w lewo, czy w prawo? Może kłaść bokiem?
Teraz sprawa brzuszka. Do góry czy do dołu? Z młodości zapamiętałem „Demokratyczny savoir-vivre” Jana Kamyczka. Tam było, a chyba dobrze zapamiętałem, „brzuszkiem do góry”. Obecnie Internet podaje „ząbkami”. Moja żona była zwolenniczką ząbków i znalazła teorię: jedna z opcji jest frankofońska, druga anglosaska i że my już się przeanglicyzowaliśmy. Temperatura domowej dyskusji na ten temat rosła. Postanowiłem sięgnąć do źródeł. Najpierw przeanalizowałem film z Louisem de Funes „Skrzydełko, czy nóżka?”. Tylko Francuzi mogą zrobić taki film o jedzeniu. Potem miałem sięgnąć do jakiegoś filmu brytyjskiego. Ale zobaczyłem, że sam de Funes na najpierw widelec w pozycji francuskiej, a w innej restauracji w angielskiej. Zanim zacząłem szukać brytyjskiego filmu w którym była by elegancka restauracja, przypomniał mi się wierszyk, który w całości zna moja przyjaciółka Basia, a w którym Staś zadręcza mamę teoretycznymi pytaniami na temat strusia. Czy woła się na niego taś-taś, czy może puś-puś, czy byłby z niego dobry stróż i tak dalej… Kończy to się pogodną odpowiedzią mamy:
Cieszę się bardzo, odrzekła mamusia,
Że nie masz innych kłopotów nad strusia!
I tego życzymy sobie nawzajem.
Michał Szurek
