Artysta, humanista i fan

Jestem gramatyczną nazistką. To określenie ludzi, którzy zwracają uwagę na składnię, ortografię, gramatykę – w słowie mówionym i pisanym. Od zawsze tak miałam, pewnie dlatego uczyłam się w liceum w klasie humanistycznej i skończyłam humanistyczne studia. I pewnie dlatego tak dużą uwagę przywiązuję nie tylko do tego, o czym są książki, które czytam, ale też jak są napisane.

Reklama

“Juliet, naga” Nicka Hornby’ego to jedna z tych powieści ze zdaniami wielokrotnie złożonymi i dygresjami daleko wychodzącymi poza fabułę. Ja to akurat bardzo lubię, bo od lat walczę z dygresjami w sposobie wypowiadania się, stąd są mi bliskie. To co jest pociągające w tej książce to – poza bogactwem języka  również konkret w przedstawieniu bohaterów. Mamy Duncana, Brytyjczyka rozkochanego w twórczości artysty, który od 20 lat nie wydał ani jednego albumu i zniknął z mediów. Mamy Annie, dziewczynę Duncana, która nie rozumie czemu jej facet jest niemal psychofanem, a nową płytę pt “Juliet, naga” krytykuje i ostatecznie publikuje negatywną recenzję. Jest też Tucker Crowe, rzeczony artysta, którego Duncan wielbi, Annie ocenia ironicznie ale też rozpoczyna z nim wymianę ciekawych maili. I historia się zaczyna…

Czytając tę książkę, nie czekałam na finał. Nie wyobrażałam sobie, jak to się skończy. Chociaż na pewno wyobrażałam już sobie bohaterów, ponieważ zaczęłam ją czytać po zobaczeniu zwiastuna ekranizacji (o wybitnie nieudanym acz standardowym jak na polskie warunki tytule “Też go kocham”). To, że trójka bohaterów ma już dla mnie twarze trójki grających ich aktorów nie przeszkodziła mi jednak w przyjemności z lektury.

To jest coś charakterystycznego w pisarstwie Nicka Hornby’ego  jego postacie są żywe, autentyczne, nie mówią nierealistycznymi zdaniami, których nie użylibyście na co dzień. Ich dylematy brzmią prawdziwie, ich uczucia nie zawsze są jasne nawet dla nich. Być może właśnie to sprawia, że książki tego pisarza są tak często ekranizowane (chociażby “Był sobie chłopiec” z Hugh Grantem). Są szczere, nie przekombinowane. I chociaż nie jest to ani sensacja, ani thriller, być może nie odmieni waszego życia  to jednak nie zmarnujecie z tą książką czasu.

Marta Nienartowicz 

Reklama