Prosto z targu… do słoika!

Lato i jesień to czas obfitujący w sezonowe owoce i warzywa. Dla wielu osób jest to też okres, kiedy mają więcej wolnego czasu. Można go wykorzystać na zrobienie przetworów, które stają się coraz modniejsze. Dawniej kojarzone je głównie z babciami, dziś bywają pasją studentów, młodych rodziców, a nawet nastolatków.

Reklama

Połowa lipca to moment kiedy na straganach dominują wiśnie i czarne porzeczki. Po nich przychodzi moment na pierwsze jabłka (papierówki), maliny i morele. Pojawiają się apetyczne cukinie, pomidory i cebula. I – jakżeby inaczej – ogórki.

Warto kupować warzywa i owoce teraz, kiedy są świeże i tanie, i nie musiały pokonać tysięcy kilometrów aby do nas trafić. A może mamy własne owoce lub możemy je nazbierać w zaprzyjaźnionym ogródku? Może dzika papierówka rośnie w pobliżu? Pamiętajmy, że im mniej czasu minie od chwili zebrania owocu do chwili zjedzenia lub przetworzenia – tym więcej naturalnych cukrów, witamin i aromatów on zachowa. A kupując i przetwarzając owoce mamy pewność, że do dżemu nie trafią te nadgniłe czy zepsute.

Wiśnie to owoce łączące wiele smaków: są bardzo słodkie, ale też cierpkie i kwaśne; mają piękny kolor i mnóstwo soku. Aby wszystkie te walory zachować na zimę i delektować się nimi, polecam zrobienie dżemów z dodatkiem pektyny. Sporo różnych fixów jest dostępnych w sprzedaży, ja jednak ze swojej praktyki polecam te, które opierają się na naturalnej owocowej pektynie i nie zwierają konserwantów czy aromatów: Żelfix 3:1 Dr Oetkera oraz Pektynę firmy C&G z Jasła. Przygotowanie dżemu jest banalnie proste.

Dżem wiśniowy

Wiśnie należy wydrylować z pestek, wrzucić do garnka, dodać (zgodnie z zaleceniami z opakowania) pektynę i cukier. Wystarczy doprowadzić do wrzenia, pogotować trzy minuty – i nalewać do wyparzonych słoików. W ten sposób unikamy wygotowania aromatów, ocalamy nieco witamin, słowem – zachowujemy maksimum smaku świeżych wiśni. Taki dżem wspaniale się sprawdza nie tylko na kanapce, ale też jako dodatek do deserów, omletów, gofrów albo – na wytrawnie – do sera typu camembert.
Co zrobić aby ułatwić sobie pracę? Oto kilka sprawdzonych sposobów:
– gdy nie mamy drylownicy można wyjmować pestki oczkiem od agrafki
– można użyć mniej cukru niż w przepisie (ale bez przesady: cukier jest potrzebny dla smaku i dla konserwacji)
– do nalewania dżemu do słoika przyda się szeroki lejek; gdy go nie mamy obetnijmy plastikową butelkę, robiąc sobie jednorazowy lejek
– zróbmy etykietkę, która nie tylko poda skład dżemu i rok, ale w zimie przypomni nam najprzyjemniejsze chwile z lata: spotkania, nastroje. Możemy przygotować ją na komputerze, poprosić dziecko o zrobienie rysunku, lub napisać markerem kredowym wprost na słoiku.

Konfitura wiśniowa

Konfitura jest w pewnym sensie przeciwieństwem dżemu: jest bardzo słodka a wiśnie są mocno wygotowane. Po wypestkowaniu owoców zasypujemy je cukrem w proporcji 1:1 i gotujemy powoli, aż do uzyskania gęstego, ciemnego syropu. Konfiturę nakładamy do słoików, a nadmiar syropu wlewamy do butelek (będzie znakomity na przeziębienia). Wiśnie z konfitury są tradycyjnym nadzieniem do pączków i ozdobą tortów.

“Słoneczny” owoc

Morele, z ich pomarańczową barwą i słodkim, pachnącym miąższem, są chyba najbardziej “słonecznym” polskim owocem. Mają w sobie delikatną i ciekawą kompozycję smaków. Co ważne, mają też wiele witamin i są cennym źródłem naturalnego potasu i żelaza. Możemy z moreli przygotować krótko gotowany dżem, tak jak z wiśni i innych owoców (z pektyną), dobrym pomysłem jest też kompot (zwłaszcza gdy trafiają nam się niezupełnie dojrzałe owoce).
Szczególną elegancję mają w sobie jednak powidła morelowe – wyborne aby „złamać” słodki smak ciast i tortów lub dodać blasku zwykłej szarlotce. Oto jak się je przygotowuje:

Powidła morelowe (more love)

Wyjmujemy pestki z moreli (najlepiej przekrawając je małym nożykiem) i wrzucamy owoce do szerokiego garnka o grubym dnie; dobrze w tej roli sprawdza się też wok. Dolewamy ok. pół szklanki wody i pozostawiamy na wolnym ogniu, bez przykrycia, regularnie mieszając. W ten sposób powidła smażą się około dwie godziny. Po tym czasie powinny mieć smarowną konsystencję, dość jednolitą ale z widocznymi śladami skórek i części owoców. Ilość znacznie się zredukuje bo odparowujemy wodę zawartą w owocach. Powidła nie mogą być lejące ani wodniste. Kiedy uznamy, że konsystencja jest odpowiednia dodajemy cukru do smaku (przy wyjściowej ilości 4 kg moreli będzie to około szklanka cukru). Powidła nie powinny być kwaśne ale nie powinny też być wyraźnie słodkie. Po dodaniu cukru ponownie doprowadzamy powidła do wrzenia po czym wyłączamy i wlewamy do wyparzonych słoików. Zakręcamy na gorąco, uważając aby nie pobrudzić szyjki słoika.

Nie tylko na przeziębienie

Dzięki pojawieniu się nowych odmian (owocujących latem i owocujących jesienią) świeże maliny są teraz dostępne przez wiele miesięcy. Polska jest jednym z czołowych producentów malin w Europie.
Najbardziej znanym przetworem z malin jest sok. Pijemy go głównie z herbatą przy przeziębieniach, albo używamy jako dodatku do deserów. Nasza –mniej konwencjonalna – propozycja na wykorzystanie malin to słodki ocet malinowy. Może on zastąpić kupowany ocet balsamico i być dodawany do sałaty czy sałatek z serami. Bardziej oryginalne będzie dodanie go do barszczu, gotowanych lub pieczonych buraczków. Najbardziej spektakularne zastosowanie to udekorowanie lodów waniliowych świeżymi malinami i polanie porcji łyżeczką octu malinowego. Rewelacja!

Słodki ocet malinowy

W czystym i suchym słoju zalewamy pół kilograma malin 60 ml octu jabłkowego. Słój szczelnie zaklejamy folią spożywczą i pozostawiamy na 10 dni. Po tym czasie zlewamy ocet do rondelka przez sitko wyłożone gazą. Dodajemy 35 dag cukru i gotujemy na wolnym ogniu przez 15 minut. Przelewamy do butelki i po wystygnięciu przechowujemy w lodówce. Możemy z niego korzystać aż do następnego roku.
Coś dla Ciebie i coś dla przyjaciół!

Własnoręcznie zrobione przetwory, opatrzone pięknymi etykietkami lub nawet dedykacją czy wierszykiem mogą być miłym upominkiem dla rodziny lub przyjaciół – ale też dla nas samych. Gdy w czasie zimowej chandry mam ochotę na coś słodkiego –sięgam po własny dżem i wracam myślą do ciepłych letnich miesięcy.

Karolina Szurek

Przeczytaj także część pierwszą:

Prosto z targu. Smacznie, zdrowo i lokalnie

Reklama