Mocny debiut weteranki

Katarzyna Grochola i kryminał – to się przecież nie łączy. A jednak pisarka zaskoczyła swoistym debiutem w nowej „dyscyplinie”. Kojarzona z obyczajowymi historiami, w większości „ku pokrzepieniu serc”, tym razem dała czytelnikom krwisty i zaskakująco dobrą historię detektywistyczną. W dodatku z dobrze prowadzonymi bohaterami i tematem, niestety, mocno na czasie.

Reklama

Może to niesprawiedliwe, że użyłam określenia „zaskakująco dobra historia”. Mam jednak wrażenie, że ta konkretna pisarka jest w Polsce niedoceniana a w każdym razie nieco lekceważona przez krytykę i magazyny literackie. W ogóle również w naszym kraju zauważam wyraźne różnicowanie na literaturę „lepszą” i „gorszą”, „ambitną” i „plażową”. To niesprawiedliwe i przede wszystkim niepotrzebne, bo co w tym złego, że czasem przeczytamy współczesną powieść obyczajową, historię z dreszczykiem czy romansidło, skoro akurat mamy na to nastrój, ale książka Nike czy Pulitzera nie zdobędzie? Nie dajmy się zwariować, nie co tydzień trzeba czytać klasyków. I takie właśnie mam podejście do Grocholi, którą lubię przede wszystkim za dystans i poczucie humoru, jakie prezentuje na spotkaniach autorskich. A jej ostatnia książka jest po prostu dobrze skonstruowana, co w kryminale ma niepoślednie znaczenie.

Sama opowieść dotyczy teoretycznego samobójstwa wysoko postawionego polityka w średnim wieku. Teoretycznego, bo wkrótce w podobny sposób życie kończą inne osoby i to już wydaje się podejrzane. Zagadkę próbują rozwiązać policjant i antropolożka specjalizująca się w temacie samobójstw. A historia toczy się na kilku planach i dotyczy wielu osób – także tych mocno biczowanych życiową traumą. Psychologicznie jest to dla mnie wiarygodne, językowo i stylistycznie dobre, może trochę sensacyjne jeśli chodzi o tematykę i wnioski. Ale ciekawa jestem następnej powieści Grocholi, bo jak na późny debiut w tym gatunku literackim – wypadła naprawdę nieźle. Chciałabym jeszcze jednego jej kryminału, sensacji a może nawet thrillera. Jak mówi sama autorka – czemu się ograniczać?

Marta Nienartowicz

Inne recenzje naszej autorki znajdziecie tutaj.

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *