Wszystkie koty dziś świętują!

 

Kot, kiciuś, kicia, kotuś. Nie ma słodszego widoku niż malutki koteczek. Od takich zdjęć roją się kalendarze i kartki okolicznościowe. W Internecie znajdziemy miliony zdjęć i filmów ze słodkimi kociakami. Wielu z nas pamięta filmowe koty Filemona i Bonifacego. Kocim zdrobnieniem lubimy nazywać kochaną osobę. Czy rzeczywiście otaczamy koty taką miłością, a ich życie upływa na wylegiwaniu się na kolanach opiekuna i pozowaniu do zdjęć? Znam kilka kotów, które tak żyją, ale los większości z nich nie jest tak rozkoszny. Dlatego w Polsce od 2006 roku obchodzimy Światowy Dzień Kota, który ma uświadomić wszystkim znaczenie kota w życiu codziennym. Sprawić, że skoro nasi przodkowie udomowili koty, to my dziedziczymy po nich obowiązek opieki nad nimi.
W Polsce żyje kilkanaście tysięcy bezdomnych kotów. W miastach otoczone są one zwykle opieką. Często mają zapewnione ciepłe legowiska w piwnicach lub specjalnych domkach. Opiekunowie dostarczają im jedzenie, obserwują stan zdrowia i w razie potrzeby zabierają do weterynarza. Aby ograniczyć niekontrolowane rozmnażanie, miejskie koty są bezpłatnie kastrowane , a kotki – sterylizowane.

Reklama

Kocie adopcje

Jednak bezdomnych kotów nie ubywa, a w schroniskach cały czas jest wiele kotów, które nie mogą znaleźć własnego domu. Dzieje się to zwykle za sprawą nieodpowiedzialnych właścicieli, których koty są otoczone tylko częściową opieką. Nie są kastrowane i sterylizowane, mieszkają gdzieś przy domu i choć czasami dostaną jeść, to jednak głównie żywią się tym, co upolują. Takie koty rozmnażają się, a ich potomstwo rzadko znajduje dom. Stają się kolejnym pokoleniem dzikich kotów. Dobrze, gdy znajdą się w schronisku, bo tu mają szanse na opiekę i znalezienie domu. Schroniska przez cały rok prowadzą akcje propagujące adopcję kotów, ale Światowy Dzień Kota jest szczególną okazją do tego.
W wielu miastach schroniska ogłaszają tego dnia dzień otwarty. W Lublinie od godz. 12 zaprasza do odwiedzin Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt przy ul. Metalurgicznej 5. Schroniska pokazują galerie zdjęć ze swoimi podopiecznymi do adopcji. Każdy z nich z utęsknieniem czeka na własny dom.
Prowadzone są też inne akcje: odbywają się wystawy kotów rasowych, w Warszawie przy ul. Naruszewicza 30 można napić się kawy i pogłaskać koty, które są rezydentami kawiarni, na Ochocie w „Ochota na kota” zamieszkało kilka bezdomnych kotów i można przez witrynę obserwować ich codzienne życie. Jeśli nie mamy innego pomysłu, to przynajmniej finansowo wesprzyjmy jedną z wielu organizacji pomagających bezdomnym zwierzętom.

Simon –  kot niezwykły

Na zakończenie wzruszająca historia kota Simona – od bezdomnego kociaka portowego do bohatera wojennego.
W 1948 roku w porcie w Honkongu marynarz brytyjskiego okrętu wojennego „Amethys” wzruszył się losem biało-czarnego portowego kotka i przemycił go na okręt. Kot otrzymał imię Simon i stał się członkiem załogi, dzielnie walczącym z grasującymi po okręcie szczurami. Był tak pożytecznym i miłym kotem, że dwaj kolejni dowódcy okrętu pozwalali mu spać w swojej kajucie w komandorskiej czapce. W tym czasie w Chinach toczyła się wojna domowa. Wiosną 1949 roku okręt otrzymał rozkaz popłynięcia w górę rzeki Jangcy, aby bronić brytyjskiej placówki przez komunistami. W czasie tej drogi okręt został ostrzelany, zginęła większość marynarzy oraz dowódca statku. Również Simon odniósł liczne rany, ale po wyjęciu wielu odłamków z jego ciała przez lekarza okrętowego zaczął odzyskiwać zdrowie. Sytuacja w uwięzionym na rzece okręcie była coraz gorsza, małe zapasy wody i jedzenia pustoszyły szczury. Rannym marynarzom wydawało się, że ich sytuacja jest beznadziejna. Simon, jak tylko odzyskał trochę sił, natychmiast przystąpił do walki z gryzoniami, ale jego działalność nie tylko ograniczała się do dbania o zapasy. Kot odwiedzał rannych marynarzy, przytulał się do bolących miejsc, zabawiał chorych pokazami polowań. Nowy komandor początkowo nie darzył kota szczególną sympatią i nie pozwalał mu wchodzić do swojej kajuty. Kiedy zachorował, Simon nie bacząc na to zaopiekował się tak serdecznie chorym, że wyciągnął z niego chorobę. Komandor odzyskał zdrowie, a Simon prawo spania w komandorskiej czapce. Otrzymał też stopień młodszego kociego marynarza.
Marynarze zgodnie podkreślali, że dzielna postawa kota i nastrój, który wprowadzał na statku, pozwoliły im przetrwać trudne chwile. Kiedy okrętowi wreszcie udało się uwolnić i popłynął do Anglii, kot był już sławny. Otrzymywał tyle listów, że dowódca przydzielił mu sekretarza.
Cała załoga „Amethysta” została odznaczona przez króla Jerzego VI i uznana za bohaterów. W czasie uroczystości kot był trzymany na rękach przez jednego z marynarzy. Simona uhonorowano jeszcze specjalnym odznaczeniem – Medalem Dickin, który został ustanowiony w 1943 dla zwierząt, które w czasie służby w siłach zbrojnych wykazały się szczególnym bohaterstwem i poświęceniem.
Koty na dołączonych zdjęciach były bezdomne, a teraz cieszą się kochającymi domami.

Antonina Zalewska

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *