Władza nadrzędna

EDYP TYRAN
Teatr Horzycy w Toruniu
Reżyseria: Wojtek Klemm

Reklama

W tym sezonie po zawstydzająco długiej przerwie wróciłam do teatru. Jestem rodowitą torunianką i w czasach licealnych i studenckich bardzo lubiłam gościć w Teatrze Horzycy przy okazji większości premier. Cieszę się, że wróciłam, bo Toruń może być ze swojej sceny dumny – spektakle są różnorodne, ciekawe, tworzone z pasją i na wysokim poziomie artystycznym. Nie inaczej jest z ostatnią, marcową premierą – „Edypem Tyranem” w reżyserii Wojtka Klemma z Bartoszem Woźnym w roli tytułowej.

Spektakl jest oczywiście inspirowany „Królem Edypem” Sofoklesa. Tragiczna historia splątania rodziny, państwa, żądzy władzy i zaślepienia dążeniem do spełnienia swoich pragnień. Historia rozgrywa się w industrialnej scenografii, choreografia aktorów jest gwałtowna i pełna emocji. Po raz pierwszy zwróciłam uwagę na to, jak dużą rolę właśnie choreograf pełni przy rozplanowaniu ruchu aktorów na scenie – w tej sztuce rzuca się to w oczy. Na scenie mamy ośmioro aktorów, grających rodzinę – oczywiście bardzo patologiczną, co nie jest zaskoczeniem dla wszystkich czytelników Sofoklesa.

Spektakl nie jest łatwy i nie polecałabym go osobom, które w teatrze szukają lżejszej rozrywki. To nie jest muzyczna, fraszkowa opowieść jak np „Odlot” czy „Noc w Kosmosie”, inne produkcje Horzycy, które nota bene również serdecznie polecam. „Edyp Tyran” stawia trudne pytania: czy ważne jest państwo i jego naprawa, czy ważna jest rodzina i jej bezpieczeństwo. Jak władza czy samo pożądanie władzy wpływa na człowieka. Czy możemy ufać swojej ocenie sytuacji i temu, że mamy dobry pomysł na rozwiązanie trudności, gdy od lat wyczekiwany cel został spełniony a my czujemy euforię? Jak odróżnić subiektywne chęci od obiektywnych działań?

Aktorsko ta realizacja jest mistrzowska. Tytułowy Edyp angażuje się bardzo mocno w grę, w czym rolę odgrywa też scenografia złożona z dwu rzędów schodów, po których głównie Edyp biega, z których przemawia, na których się potyka. Bartosz Woźniak jest tyranem, jest ojcem, jest mężczyzną. Tym wszystkim i kilkoma wcieleniami dodatkowo. Dźwiga cały ciężar spektaklu na swoich ramionach i chwała mu za to. Dla mnie jednak najjaśniejszymi punktami są w tym przypadku Tomasz Mycan (Kreon, szwagier Edypa) i Maciej Raniszewski (syn głównego bohatera oraz posłaniec). Są zaangażowani i wiarygodni w każdej scenie. Gładki Kreon manipuluje Edypem kiedy trzeba i w moim odczuciu walczy o normalność, choć w odczuciu Edypa walczy o odebranie mu władzy. Raniszewski jako dziecko (w tej wersji pod postacią uwspółcześnioną, czyli dresiarza cwaniaczka) jest rewelacyjny, momentami bardzo zabawny – zawsze mnie zdumiewa sposób w jaki dorośli aktorzy odwzorowują dzieci w adaptacjach sztuk. Natomiast jako posłaniec jest fircykiem, ironicznym, wszechwiedzącym i bardzo, bardzo seksownym. Z paru powodów – może nie tak artystycznych – ten spektakl bardzo polecam kobietom. Brawo, panowie aktorzy!

Najbardziej w Teatrze Horzycy doceniam to, że wierzą w swoich widzów. Mam nadzieję, że oni nie zawiedli się na mnie, bo ja z pewnością nie zawiodłam się na nich.

Marta Nienartowicz

Reklama