Najwięksi “alimenciarze” namierzeni

Są w każdym zakątku Polski. Najwięcej mieszka ich w Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Krakowie i Bydgoszczy. Średnio jeden niesolidny rodzic winny jest ponad 39 tysięcy złotych, przeciętny dłużnik z Płocka, gdzie średnia zaległość jest najwyższa, prawie 57 tys. zł, a pochodzący z Małopolski rekordzista ma do oddania powyżej 800 tys. złotych.

Reklama

Skala problemu nie maleje. Od kwietnia ubiegłego roku gminy przekazały do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor informacje o 30 642 osobach niepłacących alimentów. Najwięcej przybyło ich w październiku, kiedy to do bazy trafiło 3 775 nowych osób. Jednocześnie część osób została z rejestru wykreślona z dwóch powodów. Ze względu na zmianę prawa, która nakazała usunięcie z rejestru dłużników, których dług ma więcej niż 6 lat oraz po tym jak spłacili zaległość.

W rezultacie na koniec marca 2019 r. w rejestrze znajdowało się 303 752 dłużników alimentacyjnych. Choć przez rok liczba dłużników alimentacyjnych zmniejszyła się o ponad 11 tys., to kwota zaległości wzrosła z 11,64 mld zł na koniec pierwszego kwartału 2018 r. do 11,89 mld zł po I kw. 2019 r. Oznacza to dalszy wzrost średniej zaległości alimentacyjnej z 36 958 zł do 39 145 zł.

Wyraźnie widać, że długu łatwiej pozbyć się osobom, które mają mniej do oddania. Dlatego zarówno wierzyciel, jak i dłużnik nie powinni dopuszczać do sytuacji, z której nie ma wyjścia, a taką z pewnością w oczach większości dłużników jest suma kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych – przestrzega psycholog Roman Pomianowski, prezes Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych.

W jego opinii wzrost średniego zadłużenia do kwoty ponad 39 tys. zł dawno przekroczył psychologiczną barierę pozytywnej oceny możliwości spłacenia zaległości przez zadłużonego. Według specjalistów sumą dającą szansę na wyjście z długu jest kwota 12-15 tys. zł.

Nie zaskakuje w tej sytuacji fakt, że trudno znaleźć w statystykach sądowych informację dotyczącą zastosowania nowego, obiecującego narzędzia dawania szansy „alimenciarzom” w postaci tzw. czynnego żalu, który polega na tym, że prokurator zawiadomiony o popełnieniu przestępstwa niepłacenia alimentów, czeka miesiąc na ich uregulowanie. Umarza sprawę, gdy pieniądze wpływają na konto, ale przy kwotach sięgających 40 tys. zł, a nierzadko i wyższych jest to zadanie niewykonalne i to nawet do końca życia – podkreśla Roman Pomianowski. – Jeśli dług przybiera ogromne rozmiary, zadłużony przestaje wierzyć w realne możliwości spłaty i zwykle przyjmuje strategię działania typową dla takiego położenia. Jedną z nich jest totalna bezradność i obojętność na wszelkie próby mobilizowania i pomocy, ale jeszcze większy problem stanowią dłużnicy wybierający strategię ucieczkową, bo w ich przypadku jest to najczęściej ucieczka przed egzekucją komorniczą w szarą strefę zatrudnienia. Według danych GUS w Polsce, pomimo pozytywnych zmian na rynku pracy, wciąż jest około 880 tys. osób* zatrudnionych „na czarno”, w tym 420 tys. osób wykonujących pracę nierejestrowaną jako jedyną, główną – dodaje. 

Dwie „stolice” dłużników alimentacyjnych – Warszawa i Wałbrzych

Najwięcej dłużników alimentacyjnych ma adres w Warszawie (9 243). Statystycznie na 100 mieszkańców najwięcej niepłacących na dzieci ma natomiast Wałbrzych, mimo że mieszka tam 2 405 niepłacących na dzieci.

Obok Warszawy, drugim miastem, z którego pochodzi znacząca liczba dłużników alimentacyjnych jest Łódź (7 065). Następne są Wrocław (5 081), Kraków (5 011) i Bydgoszcz (3 831). Mieszkańcy tych miast mają też najwyższe łączne kwoty zadłużenia, na tle wszystkich miejscowości w kraju, odpowiednio: 349,1 mln zł, 282,4 mln zł, 172 mln zł, 212,9 mln zł i 188,1 mln zł (w załączeniu tabela z danymi dla 100 miast z największą liczbą dłużników).

Tak jak niekwestionowanym liderem w gronie miast z największą liczbą dłużników alimentacyjnych jest Warszawa, tak Wałbrzych zdeklasował inne miejscowości pod względem udziału dłużników alimentacyjnych wśród ogółu mieszkańców. To tutaj co najmniej dwie osoby na sto mają na sumieniu nieopłacone alimenty. Na liście miast ze stosunkowo wysokim udziałem dłużników znajdują się też Włocławek, Inowrocław, Starogard Gdański i Świętochłowice. W pierwszej 30. miast najliczniej zamieszkanych przez nie płacących alimentów (tabela dla 100 miast w załączniku) są także Chorzów, Ostrowiec Świętokrzyski, Jelenia Góra czy Wieliczka. Z kolei największą średnią z tytułu niepłaconych alimentów mają osoby z Płocka – 56 918 zł, Starogardu Gdańskiego – 53 257 zł, ale także Kielc – 51 833 zł, Elbląga – 51 178 zł oraz Ostrowa Wielkopolskiego – 50 594 zł.

Rekordowy tata z Małopolski

Wśród dłużników alimentacyjnych mężczyźni stanowią 95 proc., nic więc dziwnego, że na liście rekordzistów w niepłaceniu alimentów znajdują się sami ojcowie. Na czele jest 57-latek z Małopolski z długiem na ponad 802 tys. zł. Kolejny w zestawieniu to 47-letni mieszkaniec Mazowsza z kwotą zaległych alimentów na prawie 670 tys. zł.

Dłużnicy alimentacyjni to najliczniejsza grupa dłużników przekazywana do rejestru BIG InfoMonitor przez Jednostki Samorządu Terytorialnego. Poza gminami z możliwości mobilizowania dłużników przez rejestry korzystają również osoby prywatne. Dzięki prowadzonej od trzech lat akcji „Odzyskuj alimenty” niepłacącego rodzica można wpisać do rejestru za symboliczną złotówkę. Niestety prognozy dotyczące zjawiska nie rysują się optymistycznie – zmiany społeczno-obyczajowe powodują, że rośnie liczba rozwodów, obniża się wiek osób zobowiązanych do alimentacji i wzrastają kwoty orzekanych alimentów.

Ranking 100 miast najliczniej zamieszkiwanych przez alimenciarzy – dane_alimenty_100_miast (1)

ZOBACZ TAKŻE:

Dzieci, które czytają osiągają sukcesy i zarabiają więcej od tych, które nie czytają!

Źródło mat. prasowe bik.pl *GUS „Praca nierejestrowana w Polsce w 2017 r.

Reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *